Dlaczego drużyny ligowe nie powinny domyślnie składać się z 2 graczy na każdej pozycji?


Wysłane przez 2026-07-07



Zdjęcie za pośrednictwem Riot Games

Przez gorący moment fani TSM zastanawiali się, kiedy w sobotę zespół LCS pozyskał trzeciego dżunglera. Ale wszystko stało się jasne, gdy TSM zaktualizowało swoje media społecznościowe, dodając wiadomość, że starter Jonathan „Grig” Armao miał do czynienia z kontuzją, zmuszając zastępcę Matthew „Akaadiana” Higginbothama do wkroczenia z rozrusznikami LCS.

Posiadanie trzech graczy na jednej pozycji stało się stosunkowo rzadkie w przypadku drużyn ligowych na najwyższym poziomie. Na pierwszy rzut oka ma to sens: schodzenie o dwie głębokości w każdej pozycji pozwala zespołom na wewnętrzną rywalizację i wystawianie pełnego składu na mecze ligowe Akademii.

Powiązane: początkujący dżungler TSM Grig walczący z kontuzją nadgarstka

Ale idź o krok dalej, a logika zaczyna się załamywać. TSM mógł natknąć się na tajną strategię OP — pytanie brzmi, czy oni ją znają?

Relikt przeszłości

Powód, dla którego dwukrotne składy stały się powszechne w profesjonalnej lidze, ma mniej wspólnego z logiką i więcej z jakrzeczy kiedyś były. Przed Akademią drużyny poniżej najwyższych poziomów rywalizowały w regionalnych ligach Challenger, w których liczyły się prawdziwe pieniądze. Nagrody za wygraną mogą być ogromne: zespoły Top Challenger mogą wygrać sloty LCS. To samo w sobie jest powrotem do sposobu, w jaki działały e-sporty, kiedy drużyny utworzone przez graczy brały udział w dużych turniejach, wygrywając kwalifikacje.

Walki o awans o dostanie się do LCS były kiedyś wielką sprawą. Automaty LCS mogą sprzedać się za ponad 1 milion dolarów przed franczyzą. Niektóre zespoły LCS wystawiałyby nawet listy Challenger pełne byłych profesjonalistów LCS, a wszyscy starali się wygrać drugie miejsce i sprzedać je temu, kto zaoferuje najwyższą cenę. W tym kontekście sensowne byłoby, gdybyś chciał zrównoważony skład. Nikt nie chce grać do najlepszych pięciu z milionem dolarów na linii, z dwoma dżunglerami i bez środkowego.

Ale te bitwy o awans należą już do przeszłości. Ligi Akademii służą jedynie jako narzędzia rozwoju zawodników, zarówno dla młodszych graczy, jak i pomagają przygotować się graczom LCS. Iw tym kontekście posiadanie jednego gracza na każdej pozycji może nie mieć już sensu.

Co tak naprawdę otrzymują? Zdjęcie za pośrednictwem Riot Games

TSM to w rzeczywistości idealny przypadek testowy dla tej teorii. Przez lata zespół był budowany wokół supergwiazdy środkowego Sørena „Bjergsena” Bjerga. Gra ewoluowała, ale pod wieloma względami TSM zachowało swoje nastawienie „SoloMid”.

Jeśli więc Bjergsen jest facetem od franczyzy, osobą, wokół której wszystko jest zbudowane, czy to naprawdę ma sens dla drużyna, która ma mieć zapasowego środkowego? Jasne, to fajne ubezpieczenie. W końcu Bjergsen miał w przeszłości własne problemy z nadgarstkiem. Ale minęły lata, odkąd doznał kontuzji.

Nawet wtedy nie jest jasne, jak bardzo pomogłoby utworzenie kopii zapasowej w Bjergsen. Gdyby Bjergsen kiedykolwiek wyszedł, a TSM musiałby sprowadzić zastępczego gracza, środkowego lub nie, jest duża szansa, że ​​cały ich plan gry musiałby się zmienić. Dla zespołu, który jest nastawiony na to, by dobrze sobie radzić na Mistrzostwach, inie tylko w NA, co to naprawdę za różnica, jeśli Bjergsen nie może jechać?

A co z scrimami? Zdjęcie za pośrednictwem Riot Games

Inną rzeczą, jaką zapewnia pełny, 10-osobowy skład, jest możliwość organizowania wewnętrznych rozgrywek. To właściwie dobry pomysł i większość zespołów już to robi w jakiś sposób. Mogliby się wtedy martwić, że posiadanie zepsutego składu Akademii może zakłócić legitymację tych potyczek. Ale to myślenie przeczy prawdziwemu celowi scrimów. I to jest coś, z czym TSM również ma głęboką znajomość.

Przed Mistrzostwami 2016 wyciekły filmy z meczów TSM z SK Telecom T1. Fani mogli być zaskoczeni, gdy dowiedzieli się, że TSM nadepnął na SKT nie raz, ale dwa razy. Ale uważne spojrzenie na wideo wskazuje, że rzeczy nie są takie, jak się wydają.

Gra po meczu, dżungler SKT Bae „Bengi” Seong-woong grał szalenie agresywnie, nieustannie najeżdżając dżunglę TSM z ograniczoną widocznością i wsparciem alei. To była dramatyczna różnica odsposób, w jaki Bengi zazwyczaj grał. Był to również ważny wgląd w to, jak SKT postrzegał scrimy.

SKT nie wysyłało Bengiego na misje samobójcze, ponieważ jest to solidna strategia, którą chcieli wypróbować. Zamiast tego używali go do zbierania informacji o swoich przeciwnikach. Nie obchodziło ich, że Bengi wciąż umiera — chcieli zobaczyć, jak TSM zareaguje na tego rodzaju presję w ich dżungli. Byli bardziej zainteresowani nauką niż wygrywaniem. Kiedy rozpoczął się rzeczywisty turniej, SKT grali jak zwykle i ponownie wygrali. Co do TSM? Powiedzmy, że nie mieli tyle szczęścia.

Jeżeli celem scrimów jest nauka i rozwój, jaka jest różnica, że ​​strona Akademii ma dwóch dżunglerów, dwóch wspierających lub trzech górnych? W rzeczywistości można by stwierdzić, że zmuszając graczy do uczenia się różnych pozycji, nauka faktycznie przyspiesza. Daje to zespołom Akademii i LCS inny wygląd i pozwala zespołom lepiej ocenić, które kombinacje działają na Rift.

Koszt alternatywny

Punktczy nie jest tak, że TSM lub jakakolwiek inna drużyna powinna wystawić trzech dżunglerów lub czterech wspierających, albo listę Akademii składającą się tylko z solistów. Chodzi o to, że stary sposób robienia rzeczy jest po prostu… stary. Robienie rzeczy ze względu na tradycję to najpewniejszy sposób na zatrzymanie postępów.

Zamiast tego każdy zespół powinien przyjrzeć się swoim zawodnikom i wymyślić sensowną strategię Akademii. Jeśli masz 100 Złodziei i masz podpisaną na kilka lat dolną linię Bae „Bang” Jun-sika, być może dodasz kolejnego dżunglera do miksu Akademii, aby wzmocnić tę pozycję, zamiast drugiego strzelca. G2 właśnie podpisał kontrakt z Rasmusem „Caps” Winther do 2021 roku, a organizacja ma drugiego najlepszego środkowego w regionie, grającego na innej pozycji. Byliby idealną drużyną do dodania kolejnego dżunglera lub wsparcia.

Przy dostępnych tylko 10 miejscach, każde miejsce na liście wiąże się z kosztem. Pozyskanie zawodnika, który nigdy nie będzie grał w drużynie LCS drużyny, ogranicza możliwość rozwoju kogoś na innej pozycji. Ww tym przypadku dżungla faktycznie jest jedną ze słabszych pozycji TSM, miejscem, w którym większa konkurencja może być korzystna. Nie jest jasne, czy to właśnie mieli na myśli TSM w swoich ostatnich ruchach, ale z pewnością ma to więcej sensu niż ślepe podążanie za przeszłością.